Odkamieniacz

•listopad 15, 2009 • 2 komentarzy

Parasoleczka

•październik 24, 2009 • Dodaj komentarz

Rola główna: Basia & Parasoleczka & Jeziorna woda

Reżyseria: Paciu

Upload 1

•lipiec 1, 2009 • 4 komentarzy

- Zac. Zac! ZAAAAAAC!!! – Krzyknęła krągła dziewczynka leżąca na sofie.
- TAAAk!? – Odpowiedział męski, aczkolwiek młodzieńczy głos gdzieś w oddali.
- Chodź tutaj, ileż będę leżeć na tej kanapie… Tu jest pełno sierści. Możemy zacząć w końcu?
- Tak, tak… już idę. A sierść jest mojego kota. – Odparł w sposób nieco bardziej ożywiony… lubił swojego kota.
- O bleh…
Zac wszedł do pokoju i spojrzał na swoją koleżankę. Ta wciąż z obrzydzeniem na twarzy ściągała tipsami kocią sierść rozłożystej czerwonej sofy. Odwrócił się. Na półce leżał czarny aparat fotograficzny. Wziął go do rąk. Otworzył wieko na baterie, wyjął je z kieszeni i włożył do aparatu. Przytrzymał palec na przycisku „Power”, pojawiło się przez krótką chwilę jaśniejsze niebieskie tło z jakimś napisem, którego nie zdążył odczytać, później zobaczył ciemne tło. To była jego bluza, zasłaniał obiektyw rękawem. Nakierował aparat na koleżankę. Teraz trzycalowy wyświetlacz aparatu ukazywał uśmiechającą się Miley. Rozbłysła lampa błyskowa, uwieczniająca w pamięci aparatu sztuczny uśmiech dziewczyny.
- Źle! Oszalałeś!?… Nie z dołu! Pogrubiasz mu dupe!
- No tak… już i tak jesteś wystarczająco gruba.
- Jak śmiesz prostaku! – Wrzasnęła Miley z oburzeniem, wyrywając mu aparat z ręki i kasując zdjęcie.
Stworzenie z kanapy zaczęło instruować Zaca, jak robić zdjęcia. Po pięciu minutach konwersacji do pokoju zostały przyniesione trzy lampki biurowe i jedna duża podłogowa… dla lepszego oświetlenia. Chłopak zaczął ustawiać je i kierować promień świetlny na Miley siedzącą bezczynnie na kanapie.
- Ała… – Zawołał nagle.
- Co się stało? – Zapytała dziewczynka z umiarkowanym zaciekawieniem.
- Oparzyłem się! Niektóre te lampki już się mocno nagrzały.
- Pierdoła. – Podsumowała Miley, ale Zac ją zignorował.
- Już. – Powiedział po chwili chłopak, skończywszy ustawiać oświetlenie.
- Dobra, teraz przynieś dwa duże wiatraki z piwnicy… – Powiedziała beznamiętnie z lekko już znudzonym głosem.
- Po jakiego ch**a!?
- Żeby ładnie mi włosy rozwiewało, to chyba oczywiste. – Odpowiedziała poirytowana, robiąc głupią minę.
- Yhh… czy naprawdę musimy to robić w domu?
- A gdzie, bałwanie? Wyjrzyj przez okno… PADA.
- Widze! Przestań tak do mnie mówić, bo zaraz wyjdę i zdjęcia będziesz mogła sobie robić komórką w kiblu.
- Ta…
- Miałem na myśli mojego zaprzyjaźnionego fotografa.
- Zaprzyjaźnionego? – Zapytała Miley z zainteresowaniem. – Sypiasz z nim?
- Nie! – Odpowiedział Zac z oburzeniem.
- Eh szkoda, byłby pewniejszy. No ale dobre i to zamiast kilku lampek na krzyż i wiatraków, po które nie chce ci się iść.
- Nie, po prostu uważam to za lepszy pomysł.
- Tak, oczywiście… Weź kluczyki od samochodu, a ja spakuje najpotrzebniejsze rzeczy, spotkamy się na dole.
Zac zdążył wsiąść do samochodu, posiedzieć tam pięć minut, wysiąść, oprzeć się o niego i przeczekać kolejne trzy minuty, zanim pojawiła się Miley. Targała ona za sobą, dość ciężką jak na pierwszy rzut oka, torbę z literami „LV”.
- Po co ci to wszystko? – Zapytał ze zdziwieniem?
- Żebym dobrze wyglądała. – Odpowiedziała Miley, jakby jej każdy ruch życiowy motywowany był głębokim, logicznym myśleniem oczywistym dla każdego człowieka prócz Zaca.
- Yhh… dobra, wsiadaj.
Otworzył jej drzwi, wsiadła. Zamknął. Zapięli pasy. Wyruszyli.
- Boże… czy ty widzisz, to samo, co ja?! – Krzyknęła Miley w połowie drogi.
- Do mnie mówisz? – Zapytał.
- No przecież nie do boga. To Paris Hilton. Widzisz?!
- No, może…
- I co? Nic? Zero reakcji? To Paris Hilton! Ta prostownica chyba ci którymś razem wypaliła mózg.
- Odpierdol się od moich włosów.
- Nie mów tak do mnie. To nie moja wina, że dziś jest duża wilgotność powietrza.

[Ciąg dalszy nastąpi...]